8 stycznia 2012

In Vino Veritas...


Wg różnych żródeł


Nonsensopedia
Napój alkoholowy – napój przedskokowy, służący przełamaniu lęku przed prokreacją oraz ułatwieniu wydłubywania kóz z nosa. Ewentualnie kosmetyk zażywany doustnie, zażyty w odpowiedniej dawce powoduje zdecydowaną poprawę urody otoczenia zażywającego. Dla niewielkiej ilości (200%) osób coś, dzięki czemu mają boga, którym jest sam alkohol.


Wikipedia
Napój alkoholowy – wedle definicji ustawowej każdy produkt przeznaczony do spożycia zawierający więcej niż 0,5% alkoholu etylowego pochodzenia rolniczego. Napoje alkoholowe można podzielić ze względu na zawartość procentową alkoholu (niskoprocentowe lub wysokoprocentowe) oraz ze względu na ich skład (alkohole lub koktajle).


Rzecz Chrześcijanina
Nadużywanie alkoholu zabija miliony, podczas gdy marihuana nie. Więc dlaczego alkohol jest legalny ,a marihuana nie? Multum ludzi siedzi w więzieniu za to, że sprzedawali, czy palili maryśkę. Nieprawdopodobne, są ludzie, którzy zostali skazani na dożywocie za samo posiadanie narkotyków, podczas gdy pijani kierowcy, którzy popełnili morderstwo są na wolności. Alkohol jest o wiele bardziej niebezpieczny niż marihuana. I to jest wielka hipokryzja na świecie. Biblia wyraźnie uczy, że alkohol wzmacnia tendencje do popełniania grzechów.


Rzecz Żyda
Biblia mówi, że wino to napój, który "rozwesela ludzkie serca"(Psalms 104:15). Wino od zawsze odgrywało wyrażną rolę w żydowskiej kulturze religijnej.


Alcoholism: Clinical and Experimental Research-Badania nad działaniem alkoholu
Po raz kolejny naukowcy odkryli, że powstrzymywanie się od alkoholu zwiększa ryzyko śmierci, nawet jeśli wykluczyć eskalkoholików. Podczas gdy 69 procent abstynentów zginęło w czasie 20-letniego czasu badania, tylko 41 procent umiarkowanie pijących zmarło. (Umiarkowanie pijący byli też 23 procent mniej narażeni na śmierć niż od czasu do czasu pijący.) Ale tu jest naprawdę dziwne stwierdzenie: b.dużo pijący również żyją dłużej niż abstynenci. 

Innymi słowy zażywanie dużych ilości alkoholu wydaje się lepsze niż nie picie wcale.


6 stycznia 2012


BARBARA BARALDI - SCARLETT


tytuł oryginału: Scarlett
wydawnictwo: Wyd. Zielona Sowa
data wydania: listopad 2011
ISBN: 978-83-265-0154-8
liczba stron: 336
kategoria: fantastyka, fantasy, 
język: polski








Skrzyżowanie Meyer i Gutowskiej-Adamczyk


"Miłość ma oczy jak lód. Śmierć jak ogień."


Niewątpliwie ten tekst wzbudza ciekawość. W końcu mówi się, że jest dokładnie na odwrót. To miłość jest gorąca i żarliwa, a śmierć zimna i obojętna. Przeglądając książkę, do myślenia dała mi też ilustracja na okładce, przypominająca rozżarzoną ogniem kulę ziemską. Czyżby wizja apokaliptyczna? Zniechęcił mnie za to tekst z tyłu, przypominający fragment książki Meyer oraz kolejny imienny tytuł. Pełna mieszanych uczuć, zabrałam się za czytanie.
Barbara Baraldi pochodzi z Włoch i tam właśnie osadza akcję swoich książek. Lubuje się w klimatach gotyku, ale Scarlett to pierwsza urban fantasy spod jej pióra. Wydała dotąd kilka nie tłumaczonych w Polsce książek noir, za które została uhonorowana wieloma nagrodami.


Tytułowa bohaterka, przeprowadza się wraz z rodzicami i młodszym bratem do Sieny - miasta pełnego uroku i tajemnic. Tam zaczyna chodzić do jednej z katolickich szkół. Z początku boi się odrzucenia i braku akceptacji, ale poznaje przystojnego Umberto, podkochującą się w nim Cat, oraz Go. Mikael jest niezwykłym basistą z zespołu Dead Stones, w którym gra ze swoim kuzynem Victorem, wyrażnie żywiącym niechęć względem Scarlett. Później dowiadujemy się, że obydwoje skrywają mroczny sekret. 
Czym byłby romans, gdyby nie było pięknej rywalki? Jest i grupka młodych dziewczyn, które nienawidzą jej wręcz zawodowo, a jedna z nich rości sobie prawa do Mikaela i Umberto. Problemem staje się rosnąca fascynacja niedostępnym muzykiem i niechciane awanse Umberta. W międzyczasie zawirowań miłosnych, poznajemy także starszego bibliotekarza, który wprowadza bohaterkę w świat książek i dorosłości. Sielankę przerywa bestialska zbrodnia i jak domyślamy się, nie popełniona przez człowieka - ginie jeden z przyjaciół Scarlett. 


Klimat powieści jest nietypowy. To połączenie Meyer i Gutowskiej-Adamczyk. Przez nieustanne myśli o a. czy on mnie kocha b. czy ja go kocham c.czy my się kochamy, przedziera się niesamowita dojrzałość, piękne sentencje, które owprowadzają w świat odległy, a zarazem bliski, całkiem jak G.-A. Zaraz jednak powraca stara dobra śpiewka. W pewnym sensie takie połączenie jest atrakcyjne dla młodzieży, która męczy się zbyt dużą dawką "filozoficznej gadki". Dorosłym jednak będzie to w nie smak, tym samym radzę im nie sięgać po tą książkę. Podoba mi się brak pewnych schematów, jak to, że bohaterka posiada pełną i mimo wszystko kochającą się rodzinę, powiernik zostaje szybko wykluczony z akcji, krótkie rozdziały nie rozwlekające się w nieskończoność. Jak zawsze przeważają minusy: grupa czirlali, czyli popularne dziewczyny przeciw nieśmiała słodka szesnatka, od razu poznała od razu pokochała, pomieszanie stylów, które może być użyteczne, ale nie dla starszych czytelników, powielane schematy...
Przyjemnym akcentem jest brak wampirów, wilkołaków i reszty paranormalnego chłamu, tylko coś nowszego, choć używanego. To Mikael i jego rodzina, którzy są żywą kopią Clare i jej Nocnych Łowców, ale mają zupełnie inną postać.
Książka wyraźnie mówi, że to nie koniec. Bo jeśli tak, to autorka pokpiła sprawę. Jest wiele niedokończonych wątków i niedopowiedzianych historii. 
Tak jak na początku mówiłam, spodziewałam się czegoś w rodzaju Nevy, romantycznej antyutopii. Niestety ja zawsze spodziewam się za dużo. Scarlett nic wspólnego z nią nie ma i nie będzie miała. Nie jest to książka zbyt ciężka, raczej lekka, coś jak z serii Nie dla mamy... tylko rozwinięte i w rozwijającym się trendzie paranormal. W gruncie rzeczy bohaterka jest bardzo wrażliwa, ma kłopoty rodzinne, kłopoty natury miłosnej i wciąż szuka tego jedynego. 


Czyta się przyjemnie, Scarlett wzbudza sympatię, mam wrażenie, że nie ma nic w niej udawanego. Książka wiekowo przypada na 11+ , nastolatkom się spodoba, dorosłych znudzi. Nie ma co szukać w niej objawienia, bo nie wyróżnia się niczym prócz tak jak mówiłam sympatycznej bohaterki. 


Ocena: 5/10


2 stycznia 2012

Nie karm książkowego potwora... przepychanki jak w polskim sejmie!


Niedawno zaczęła się akcja pt. "Nie karm książkowego potwora". Na fanpage'u pisze:
"Rynek wydawniczy w Polsce nęka wiele poważnych problemów i patologii. Skutki są opłakane - mamy do czynienia z dyktatem wysokich cen, ograniczeniem dostępu do dóbr kultury oraz perspektywą upadku wielu zasłużonych wydawnictw. - Świadomy klient, niczym świadomy obywatel, ma jednak siłę, jakiej doświadczyli ostatnio najwięksi tyrani świata - mówi pisarka, Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Dziś miłośnicy książki tę siłę chcą wykorzystać. Pragną, aby to czytelnicy nakłonili przedsiębiorców działających na rynku wydawniczym i księgarskim, by stosowali się oni do reguł, które ułatwią życie wszystkim. 
- W pierwszym etapie naszej akcji zachęcaliśmy czytelników, by nabywali oni książki w małych księgarenkach, w księgarniach internetowych, poza wielkimi sieciami salonów multimedialnych – tłumaczy Sławomir Krempa, redaktor naczelny wortalu literackiego Granice.pl – W etapie kolejnym, który właśnie rozpoczynamy, chcemy dać sygnał do zmiany - pragniemy, by to miłośnicy książki nakłonili firmy działające na rynku książki do podpisania "Deklaracji dobrej woli" - dokumentu opisującego korzystne dla czytelników i przedsiębiorców zasady współpracy.
Niedotrzymywanie terminów płatności uchodzi za jeden z najbardziej poważnych problemów rynku książki.
- Wydawcy mają coraz większy problem z odzyskaniem pieniędzy za swoje książki – podkreśla Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka bestsellerowej serii "Cukiernia pod Amorem". - Przez to maleje liczba tytułów pojawiających się w księgarniach, przez to maleją nakłady na marketing, przez to coraz większe problemy mają redakcje pism i serwisów literackich, przez to z kolei cierpią czytelnicy, poszukujący interesującej i naprawdę dobrej lektury. I właśnie czytelnicy są największą nadzieją na ozdrowienie sytuacji."

Tymczasem znajduje się wciąż garstka gorącej opozycji. Wg nich Empik to dobra sieciówka, odpowiadająca im potrzebom. Uważają, że skoro wydawcom tak bardzo przeszkadza szkodliwa można powiedzieć polityka sklepu, niech nie sprzedają im swoich książek.Od czego są wierzyciele, windykatorstwo, sądy?
Empik stoicko przeczekuje burzę. Twardo zaprzecza jakimkolwiek zarzutom i obstawia przy swojej niewinności. Nasz polski gigant nie daje się zastraszyć i  trzyma swoich biznesowych przeciwników w szachu.
Głównym problemem są pieniądze. Niedotrzymywanie umów, terminów, o to jest oskarżany słynny Empik. Ale też o zły stan zwrotów dla wydawnictw, nielegalny monopol dla książki, brak szacunku dla klienta. Ze złym stanem książek spotkałam się i to nie raz, gdy  zamawiałam je przez internet. Widocznie polityka PR nie dotyczy produktów nie wystawianych na ladzie. Brak szacunku, czyli długi stan oczekiwania, relacja - król i poddani....
Jednak Empik nadal jest dość przyjaznym miejscem. Kawiarenka, pufy, oświetlenie, wygodne umiejscowienie działają na klientów jak lep na muchy. Oczywiście, zniechęcają mnie kolejki, sprzedawcy wciąż winni grosika, ochroniarz, który uparcie wita się i patrzy na mnie spod wilka.
Jesteśmy namawiani do kupowania w małych księgarniach i internetowych. Z tym, że w Empiku jest tak czy siak taniej kupować. W małych księgarniach nikt nie kupuje, więc żeby coś zarobić podwyższają ceny i wydają pozycje mało znane, takie jakich Empik nie posiada. Z kolei internetowe, jak Selkar, Merlin, dopiero powyżej jakieś większej kwoty (150-300zł) dopuszczają wysyłkę za darmo. Jeśli mamy do zakupu jedną książkę, może dwie wygodniej jest po prostu przejść się te kilka ulic i za chwilę po problemie. Mówiąc o większym zamówieniu, o tu, należy tylko w internetowych. Konkurencyjne ceny, dowóz do domu - to jest, to, co lubię i za tym gorąco optuję.
Wydawnictwa wciąż nie mogę obronić się. Dlatego proszą o wsparcie na petycji online. Czytelnikowi jednak w większości wisi ta przepychanka. Kogo obchodzi brak wierzytelności sklepu, skoro od lat w nim kupuje? Zresztą nielogiczny jest postulat, żeby kupować od razu od wydawnictw i dlatego zmieniono nazwę na Kupuj Mądrze.
O co tak naprawdę jest ta walka? Nie wiadomo, ale...
Sprawdza się powiedzenie: jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... Pieniądze. Wydawcy chcą spłaty, Empik nie chce spłacać. A w środku tego problemu czytelnicy, posyłani od Ananiasza do Kajfasza.
Podpisać, nie podpisać - podpisuj czytelniku. Nie ważne ile wywalczą wydawnictwa, czemu zaprzeczy Empik, my wyjdziemy na tym najlepiej. Zresztą dobrze jest zawsze stać za tymi słabszymi - wydawnictwami. Wystarczy pomyśleć, co by się stało gdyby jakimś cudem Empik dostał monopol na kupowanie od pisarzy, tłumaczenie, redagowanie, wydawanie, dystrybucję, sprzedaż książek... Brrrr...