Nie karm książkowego potwora... przepychanki jak w polskim sejmie!
Niedawno zaczęła się akcja pt. "Nie karm książkowego potwora". Na fanpage'u pisze:
"Rynek wydawniczy w Polsce nęka wiele poważnych problemów i patologii. Skutki są opłakane - mamy do czynienia z dyktatem wysokich cen, ograniczeniem dostępu do dóbr kultury oraz perspektywą upadku wielu zasłużonych wydawnictw. - Świadomy klient, niczym świadomy obywatel, ma jednak siłę, jakiej doświadczyli ostatnio najwięksi tyrani świata - mówi pisarka, Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Dziś miłośnicy książki tę siłę chcą wykorzystać. Pragną, aby to czytelnicy nakłonili przedsiębiorców działających na rynku wydawniczym i księgarskim, by stosowali się oni do reguł, które ułatwią życie wszystkim.
- W pierwszym etapie naszej akcji zachęcaliśmy czytelników, by nabywali oni książki w małych księgarenkach, w księgarniach internetowych, poza wielkimi sieciami salonów multimedialnych – tłumaczy Sławomir Krempa, redaktor naczelny wortalu literackiego Granice.pl – W etapie kolejnym, który właśnie rozpoczynamy, chcemy dać sygnał do zmiany - pragniemy, by to miłośnicy książki nakłonili firmy działające na rynku książki do podpisania "Deklaracji dobrej woli" - dokumentu opisującego korzystne dla czytelników i przedsiębiorców zasady współpracy.
Niedotrzymywanie terminów płatności uchodzi za jeden z najbardziej poważnych problemów rynku książki.
- Wydawcy mają coraz większy problem z odzyskaniem pieniędzy za swoje książki – podkreśla Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka bestsellerowej serii "Cukiernia pod Amorem". - Przez to maleje liczba tytułów pojawiających się w księgarniach, przez to maleją nakłady na marketing, przez to coraz większe problemy mają redakcje pism i serwisów literackich, przez to z kolei cierpią czytelnicy, poszukujący interesującej i naprawdę dobrej lektury. I właśnie czytelnicy są największą nadzieją na ozdrowienie sytuacji."
Tymczasem znajduje się wciąż garstka gorącej opozycji. Wg nich Empik to dobra sieciówka, odpowiadająca im potrzebom. Uważają, że skoro wydawcom tak bardzo przeszkadza szkodliwa można powiedzieć polityka sklepu, niech nie sprzedają im swoich książek.Od czego są wierzyciele, windykatorstwo, sądy?
Empik stoicko przeczekuje burzę. Twardo zaprzecza jakimkolwiek zarzutom i obstawia przy swojej niewinności. Nasz polski gigant nie daje się zastraszyć i trzyma swoich biznesowych przeciwników w szachu.
Głównym problemem są pieniądze. Niedotrzymywanie umów, terminów, o to jest oskarżany słynny Empik. Ale też o zły stan zwrotów dla wydawnictw, nielegalny monopol dla książki, brak szacunku dla klienta. Ze złym stanem książek spotkałam się i to nie raz, gdy zamawiałam je przez internet. Widocznie polityka PR nie dotyczy produktów nie wystawianych na ladzie. Brak szacunku, czyli długi stan oczekiwania, relacja - król i poddani....
Jednak Empik nadal jest dość przyjaznym miejscem. Kawiarenka, pufy, oświetlenie, wygodne umiejscowienie działają na klientów jak lep na muchy. Oczywiście, zniechęcają mnie kolejki, sprzedawcy wciąż winni grosika, ochroniarz, który uparcie wita się i patrzy na mnie spod wilka.
Jesteśmy namawiani do kupowania w małych księgarniach i internetowych. Z tym, że w Empiku jest tak czy siak taniej kupować. W małych księgarniach nikt nie kupuje, więc żeby coś zarobić podwyższają ceny i wydają pozycje mało znane, takie jakich Empik nie posiada. Z kolei internetowe, jak Selkar, Merlin, dopiero powyżej jakieś większej kwoty (150-300zł) dopuszczają wysyłkę za darmo. Jeśli mamy do zakupu jedną książkę, może dwie wygodniej jest po prostu przejść się te kilka ulic i za chwilę po problemie. Mówiąc o większym zamówieniu, o tu, należy tylko w internetowych. Konkurencyjne ceny, dowóz do domu - to jest, to, co lubię i za tym gorąco optuję.
Wydawnictwa wciąż nie mogę obronić się. Dlatego proszą o wsparcie na petycji online. Czytelnikowi jednak w większości wisi ta przepychanka. Kogo obchodzi brak wierzytelności sklepu, skoro od lat w nim kupuje? Zresztą nielogiczny jest postulat, żeby kupować od razu od wydawnictw i dlatego zmieniono nazwę na Kupuj Mądrze.
O co tak naprawdę jest ta walka? Nie wiadomo, ale...
Sprawdza się powiedzenie: jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... Pieniądze. Wydawcy chcą spłaty, Empik nie chce spłacać. A w środku tego problemu czytelnicy, posyłani od Ananiasza do Kajfasza.
Podpisać, nie podpisać - podpisuj czytelniku. Nie ważne ile wywalczą wydawnictwa, czemu zaprzeczy Empik, my wyjdziemy na tym najlepiej. Zresztą dobrze jest zawsze stać za tymi słabszymi - wydawnictwami. Wystarczy pomyśleć, co by się stało gdyby jakimś cudem Empik dostał monopol na kupowanie od pisarzy, tłumaczenie, redagowanie, wydawanie, dystrybucję, sprzedaż książek... Brrrr...